Zamieszczam na blogu notki obrazujące moją fascynację Sudetami. Nie ma zamiaru układać ich w logiczny ciąg, ani w żaden sposób łączyć ze sobą. Notki są jak moje myśli - przypominają pijaną małpę skaczącą po drzewie.
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | inne | legendy | ludzie | miejsca | przyroda | wyprawy | zamki | znalezione w necie
RSS
wtorek, 01 lutego 2011
LICZYRZEPA KOŁO DZIERŻONIOWA

Sudeckie legendy często poruszają temat Ducha Gór. Jedna z nich mówi o spotkaniu dzierżeniowskiego kupca z Rzepiórem.

Pewnego dnia, późnym popołudniem, lekko zmęczony kupiec wracał Maślaną Drogą z Pieszyc do domu. Jego dwukołowy wózek bujał jednostajnie na polnej ścieżce. Końskie kopyta równo wybijały rytm o ziemię. Coś jednak zaniepokoiło kupca. Obejrzał się. W odległości kilku kroków zobaczył niezwykłą postać, całą jakby z ognia. Kupiec odruchowo zatrzymał konia. Postać,  która do tej pory szła za wozem, też się zatrzymała. Strach sparaliżował kupca. Jego oczy, które zdawały się wychodzić na zewnątrz i  rozdziawiona morda, mogły przestraszyć bardziej od zjawy. Zjawa zdawała unosić się nad ziemią, jej blask był dziwny w zielonkawym odcieniu, nie przypominał niczego, co znał kupiec. Koń nie robiąc sobie nic z towarzystwa, śpiesząc do swojego żłobu, ruszył ponownie. Postać zdawała się ziać ogniem tym bardziej nim dalej był kupiec od niej. Nagle wózek podskoczył na kamieniu, kupiec ocknął się i zaciął konia. Poganiał go tak szybko, że gdy wpadł na swoje podwórko, koń był cały biały od piany.


 

 

niedziela, 12 grudnia 2010
Spielberg (Wzgórze Gry)

W Jawornicy, nieopodal Kudowy - Zdroju, dawno temu w jednym roku urodziło się kilku chłopców. Chłopcy podczas wspólnych zabaw zaprzyjaźnili się bardzo. Przebywali stale razem, co powodowało, że ich więzy, które się wytworzyły, stawały się co raz śilniejsze. Kiedy stali się mężczyznami i założyli swoje rodziny, mieli dla siebie mniej czasu. Obowiazki domowe i rodzinne zaprzątały ich przez cały tydzień, ale w niedzielę mogli się spotykać. W trakcie spotkań grali w karty. Żeby jednak nik w tych spotkaniach im nie przeszkazdał, nie grali w domach, tylko ukryci w krzakach na przełęczy górskiej łączącej Jawornicę z sąsiednią miejscowościa Kocioł. Przez wiele lat, ludzie którzy podąrzali na mszę niedzielną, widziali mężczyzn grajacych w karty. Przyjaciele spotykali się na grę w karty przez całe swoje życie. Teraz nadal, w niedzielę, można spotkać ich duchy grające w karty. Ludzie to miejsce nazwali Spielberg (Wzgórze Gry).

wtorek, 09 listopada 2010
Skarby w Zamku Karpień

W ruinach zamku Karpień ukryte są skarby. Legenda głosi, że można się do nich dobrać tylko gdy noc zrównuje się z dniem.

Pewna samotna kobieta z wioski położonej niedaleko zamku, której niedostatek bardzo doskwierał, postanowiła sprawdzić legendę. Ponieważ bała się zostawić swoje roczne dziecko samo w domu zabrała je ze sobą. Długo chodziła po ruinach zamku. Kiedy zegar wskazał północ nagle uchyliły się drzwi, których dotąd nie zauważyła. Ze szpary wylało się rzęsiste światło. Kobieta szybko otworzyła drzwi i zeszła schodami prowadzącymi do piwnicy. W niej ujrzała pełno skarbów. Dziecko trzymane na rękach przeszkadzało jej w oglądaniu precjozów. Posadziła syna na podłodze, a sama zaczęła oglądać przepiękne wyroby ze złota i kamieni szlachetnych. Nigdy wcześniej nie widziała takich pięknych rzeczy. Przymierzała klejnoty, ważyła w dłoni wielkie złote monety. Upychała złotem kieszenie. Kiedy zabrakło jej miejsca w kieszeniach wypełniała klejnotami fartuch trzymany w rękach. Wtem drzwi zaczęły groźnie skrzypieć i zamykać się. Kobieta szybko wybiegła po schodach na zewnątrz. Ledwo stanęła na dawnym dziedzińcu zamku, a drzwi z hukiem zamknęły się. Uświadomiła sobie wtedy, że jej ukochany syn został na dole, w piwnicy. Rzuciła się do drzwi, ale te już zniknęły. Kobieta płakała, biła pięściami w kamienną ścianę. W końcu z rozpaczy zemdlała. Kiedy ocknęła się poszła do domu. Bogactwa nie cieszyły jej. Całe dnie i noce płakała. Wyrzuty sumienia nie dawały jej spokoju. Każdej nocy chodziła do zamku niosąc wszystkie zabrane z niego bogactwa. Drzwi jednak nie znalazła. Traciła nadzieje na odnalezienie żywego syna. Po roku, w dniu  zrównania dnia z nocą,  drzwi pojawiły się nagle. Kobieta szybko zbiegła na dół jasno oświetlonymi schodami i ze zdziwieniem zobaczyła swojego synka bawiącego się złotym jabłkiem. Porzuciła wyniesione przed rokiem kosztowności i chwyciła syna i podniosła. Razem wybiegli na zewnątrz. Nie oglądając się za siebie. Pobiegła szczęśliwa do swojej chaty. Tam dopiero zobaczyła, że dziecko nadal trzyma w ręku złote jabłko.

 

zamek w Karpieniu

Ruiny zamku Karpień (niem. Karpenstein) na rycinie G.H. Burgharda

 


poniedziałek, 29 grudnia 2008
Legenda Zamku Sokolec

 

Legendy sudeckie pełne są opowieści o dumnych piastowskich córkach właścicieli zamków. Jedną z nich jest śliczna złotowłosa dziewczyna z zamku Sokolec.

Dawno temu owa dziewczyna nie chciała przyjąć żadnego konkurenta. Jednym z odrzuconych był rycerz z dalekiego kraju, który odrzucony nie mógł pogodzić się z odmową. Wynajął czarownika, który zniszczył zamek a księżniczkę umieścił na wieki w zasypanych lochach. Mijały wieki a dziewczyna nadal była uwięziona.

Pewnego dnia pastuszek szukał w skalnych ostępach Krzyżnej Góry zagubionej owieczki. Nieoczekiwanie na jednym ze skalnych występów zobaczył księżniczkę. Zakochał się w niej.

Każdego dnia powracał w to miejsce by móc patrzeć na prześliczna dziewczynę.

24 czerwca dziewczyna odezwała się do pastuszka. Opowiedziała mu swoją historię. Powiedział, że jeżeli chce, żeby była jego powinien bez trwogi wejść w furtę do której prowadzi wąska ścieżka. Młodzieniec czym prędzej ruszył na ratunek dziewczynie.

Nagle niebo pociemniało a z pod skał wydobywały się złowrogie dźwięki. Na ścieżce pojawiły się złowrogie, potworne stworzenia. Pastuszek struchlał na ten widok i po chwili uciekł.

Widząc to księżniczka krzyknęła i już nigdy nie pokazała się pastuszkowi. Ten zaś umar ze wstydu i tęsknoty.   

wtorek, 23 grudnia 2008
Plama Ducha Gór

W małej wiosce w urodzajnej części Karkonoszy żyła Hanna, koronkarka razem z ośmioletnią córką Elizą. Eliza była drobnym jasnowłosym dzieckiem, zawsze uśmiechniętym i bardzo pracowitym. Ponieważ głód zaglądał do domu Hanny jej córka zbierała kłosy pozostawione na polu po żniwach. Jej zwinne ręce potrafiły zebrać duże ilości kłosów pełnych ziarna. Bolało to bardzo bogatego właściciela okolicznych pól. Nie lubił on Elizy.

Eliza wczesnym rankiem, udała się na pole, na którym stały jeszcze snopy, ponieważ nie mieściły się w stodole, żeby zbierać kłosy. Praca pochłaniała ją tak bardzo, ze nie widziała, co się dzieje wokół niej. Chusta, do której zbierała kłosy była już bardzo pękata. Posuwając się na klęczkach nie opacznie zbliżyła się do snopków, przy których stał gospodarz. Kiedy była już bardzo bliski niego, ten pochwycił ja uniósł w górę i wyrwał chustę z kłosami.

Mam złodziejkę – krzyczał – okradasz moje snopki z kłosów – kłamał. Biedne dziecko płakało i zawołało pomocy. Kiedy rozbrzmiały te słowa, z lasu graniczącego z polem, wyskoczył na rączym koniu jeździec. Ten wielki człowiek, ubrany w jeździecki kapelusz i czerwony płaszcz, na którym wyraźnie lśniła jego długa srebrna broda, zeskoczył z konia tuz przy gospodarzu. Zaskoczony gospodarz zanim się obejrzał latał miotany przez jeźdźca  niczym  balon na wietrze. Po chwili postawiwszy gospodarza na ziemi rzekł do niego rzucając czymś błyszczącym w pole – to żebyś wiedział czym jest strata. Pozostałe na polu stogi zajęły się ogniem. Jeździec wsiadł na konia, pochwycił dziewczynkę i posadził ja za sobą. Odjeżdżając zagroził, że jeśli jeszcze raz przyłapie go na gnębieniu ubogich to spali mu cały dobytek.

Kiedy Eliza wróciła do domu na głowie miała wianek w kształcie chleba. Kiedy matka zdjęła go jej z głowy, okazało się, ze jest złoty. Teraz obie żyły już dostatnio.

Gospodarz nie dokuczał już małym zbieraczom kłosów.

Jako ostrzeżenie dla niego, co roku na polu pojawiała się plama spalenizny, którą ludzie nazywali „plamą Ducha Gór”

 
 
1 , 2 , 3 , 4